Wpis powstał dzięki współpracy z:

Recenzja Julie and the Phantoms (bez spoilerów)

Ta recenzja Julie and the Phantoms nie zawiera spoilerów. Prawdopodobnie jedyną rzeczą, którą musisz wiedzieć o Julie and the Phantoms, zanim wejdziesz, jest to, że jej producentem wykonawczym jest Kenny Ortega. Jeśli to nie zadzwoni od razu - cóż, to on jest gościem, który wyreżyserował filmy High School Musical, The Descendants

Ta recenzja Julie and the Phantoms nie zawiera spoilerów.

Prawdopodobnie jedyną rzeczą, którą musisz wiedzieć o Julie and the Phantoms przed wejściem do programu, jest to, że jej producentem wykonawczym jest Kenny Ortega. Jeśli to nie zadzwoni od razu – cóż, to on wyreżyserował filmy High School Musical, Descendants i, oczywiście, wiecznie zielony klasyk Hocus Pocus na Halloween. Ten dziewięcioczęściowy dramat dla nastolatków o zjawiskach nadprzyrodzonych jest pierwszym z jego projektów dla Netflix i jest tak uroczy, ciepły i przykuwający uwagę muzykalność, jakiej można się spodziewać.

Julie (debiutantka Madison Reyes) to 15-letnia piosenkarka i autorka tekstów, która niedawno straciła matkę. Jej smutek osłabił jej kreatywność, w wyniku czego jest bliska wyrzucenia z prestiżowego programu muzycznego swojej szkoły. Potem spotyka uroczą, wschodzącą grupę indie rockową Sunset Curve i na nowo odkrywa swój głos. Jej nauczyciele są pod wrażeniem, jej szkolni przyjaciele mają obsesję, a nowo przemianowana „Julie and the Phantoms” przyciąga nawet uwagę dyrektorów wytwórni płytowych. Haczyk? Chłopcy – Luke (Charlie Gillespie), Alex (Owen Joyner) i Reggie (Jeremy Shada) – wszyscy nie żyją od 25 lat.

Chociaż tytuł i założenia programu zostały przejęte od Julie e os Fantasmas z Nickelodeon Brazil, Ortega miał swobodę, by opowiedzieć historię tak, jak uznał to za stosowne. To może wyjaśniać, dlaczego serial wydaje się potrzebować kilku odcinków, aby znaleźć swoje stopy: przynajmniej pierwsze dwa wydają się wypaczać niezwykle głupio i bardzo dziecinnie, ponieważ Julie i chłopcy spotykają się po raz pierwszy i próbują negocjować zasady o ich niezwykle dziwnej przyjaźni.

Te zasady również nie są od razu jasne dla widza. Kto w danym momencie może zobaczyć krzywą zachodzącego słońca? Z czym mogą wchodzić w interakcje? Do jakich rekwizytów-duchów mają dostęp i co właściwie robili przez dwie i pół dekady, odkąd zginęli? Jest wiele bardzo specyficznych opowieści o duchach, które trzeba wyprostować, a oglądanie tego wszystkiego nie jest szczególnie wygodne ani przyjemne.

Ale kiedy moce i ograniczenia duchów zostaną ustalone, sprawy zaczynają się układać, a serial staje się bardzo delikatnym, bardzo słodkim komediodramatem o radości i rozpaczy bycia nastolatkiem. Julie musi radzić sobie ze zwykłymi licealnymi przyjaźniami, zauroczeniami i rywalizacją, a także opłakiwać swoją mamę i radzić sobie z trzema niezwykle destrukcyjnymi niewidzialnymi przyjaciółmi. Wczesna głupota nie znika całkowicie, ale ton serialu wyrównuje się wraz z rozwojem relacji między postaciami. Cokolwiek brakuje logiki, nadrabia to w sercu. Przyjaźń Reggiego z nieświadomym tatą Julie (Carlos Ponce) jest doskonałym przykładem tego zestawienia absurdu i ciepła, podczas gdy początkujący romans Alexa z innym duchem Williem (Booboo Stewart) jest uroczy, choć może trochę zbyt nieśmiały. Czasami wydaje się, że serialowi grozi obalenie się w mdłości, ale udaje się to dzięki czystej, nieskażonej szczerości.

Jednak frustrujące jest to, że skrypty nie zawsze w pełni wykorzystują wysoką koncepcję programu. Pomimo tego, że jest to opowieść o duchach, prawie całkowity brak grozy. Fani horrorów mogą polubić prolog pierwszego odcinka – osadzony w fatalną noc, kiedy chłopcy z Sunset Curve spotkali się z przedwczesnymi końcami, radośnie kiwa głową w stronę wyczekiwania i strachu przed filmami Final Destination – ale poza tym duchy mogą równie dobrze bądźcie Troskliwe Misie. Biorąc pod uwagę, że jest to opowieść o dziewczynie z 2020 roku, która łączy siły z grupą chłopców z połowy lat 90., jest bardzo mało komedii czy dramatów wydobywanych z nieuniknionego zderzenia kulturowego między nimi.

Z drugiej strony, mając zaledwie dziewięć 30-minutowych odcinków, jest to bardzo mini-serial, a zakończenie na klifie pojawia się w chwili, gdy wydaje się, że uderza w krok. Wprowadzenie Cheyenne Jacksona z American Horror Story (Caleb Covington) jako eleganckiego właściciela klubu nocnego przyjaznego duchom oraz rosnący sukces Julie and the Phantoms jako zespołu, pomimo oczywistych ograniczeń ich występów, mają tak wiele dramatyczny potencjał, który twórcy z pewnością muszą mieć jedno oko na drugi sezon. Zakładając, że znajdzie wystarczającą liczbę odbiorców, aby opłacić Netflix, wtedy powinien być czas na zbadanie tych możliwości później, bez martwienia się o trzymanie publiczności za rękę przez zjawiska paranormalne.

Nieuchronnie nie wszystkim się to spodoba. Jeśli lubisz swoją fantazję mroczną i apokaliptyczną, to nie jest program dla ciebie, jeśli wolisz dać się złapać martwym, niż tańczyć do czegoś z High School Musical Julie and the Phantoms, może być po prostu uspokajającym uściskiem serialu, którego potrzebujesz teraz.

Tytuł oryginalny: Julie and the Phantoms Review (Spoiler-Free)
Źródło: d-o-g

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest

Serdecznie polecamy nasze zaprzyjaźnione serwisy: